Hiroo Onoda był oficerem japońskiego wywiadu wojskowego, który od grudnia 1944 do marca 1974 roku ukrywał się w dżungli filipińskiej wyspy Lubang, nie przyjmując do wiadomości, że Japonia skapitulowała w 1945 roku. Wyszedł dopiero wtedy, gdy jego dawny dowódca, major Yoshimi Taniguchi, przyleciał na Lubang i formalnie zwolnił go ze służby. Szacuje się, że w tych latach jego niewielka grupa zabiła nawet 30 miejscowych.
W marcu 1974 roku z gór filipińskiej wyspy wyszedł chudy pięćdziesięciojednolatek w połatanym mundurze armii cesarskiej, z działającym karabinem i 500 nabojami. Wojna, którą prowadził, skończyła się ponad 28 lat i pół roku wcześniej.
Historię Hiroo Onody zwykle opowiada się jako przypowieść o lojalności. Jest nią, ale jest też historią mieszkańców Lubangu, którzy przez blisko trzy dekady żyli z uzbrojonymi ludźmi w swoich górach. Uczciwa opowieść musi pomieścić jedno i drugie.
Oficer wyszkolony, by nie umierać
Onoda urodził się 19 marca 1922 roku w prefekturze Wakayama. Jako młody człowiek pracował dla firmy handlowej w chińskim Wuhanie, a w 1942 roku został powołany do wojska. Armia skierowała go do wywiadu i wyszkoliła w filii szkoły Nakano w Futamata1, która przygotowywała oficerów do wojny partyzanckiej na tyłach wroga.
To szkolenie wyjaśnia wiele z tego, co nastąpiło później. Zwykłych japońskich żołnierzy uczono, że śmierć jest lepsza od niewoli, co w 1945 roku pokazała obrona Iwo Jimy i Okinawy. Onodę uczono czegoś innego. Jak powiedział w wywiadzie w 2010 roku: „Każdy japoński żołnierz był gotów na śmierć, ale mnie, jako oficerowi wywiadu, rozkazano prowadzić wojnę partyzancką i nie umierać2”.
26 grudnia 1944 roku, gdy Amerykanie po bitwie w zatoce Leyte wracali na Filipiny, wysłano go na Lubang, małą wyspę na południowy zachód od Zatoki Manilskiej. Miał zniszczyć lotnisko i molo w porcie. Rozkazy mówiły wyraźnie, że nie wolno mu się poddać3 ani odebrać sobie życia. Starsi rangą oficerowie na wyspie nie pozwolili mu przeprowadzić niszczenia, a gdy 28 lutego 1945 roku wylądowały wojska amerykańskie i filipińskie, garnizon szybko się rozpadł.

Czterech ludzi w górach
Onoda wycofał się w góry z trzema żołnierzami: szeregowym Yuichim Akatsu, kapralem Shoichim Shimadą i starszym szeregowym Kinshichim Kozuką. Żywili się bananami, kokosami, kradzionym ryżem i ubitym bydłem, nieustannie zmieniali obozowiska i dbali o sprawność broni.
W październiku 1945 roku przeczytali ulotkę pozostawioną przez mieszkańców, która ogłaszała, że wojna skończyła się 15 sierpnia3. Uznali ją za propagandę wroga. Ulotki z rozkazem kapitulacji generała Tomoyukiego Yamashity, zrzucone pod koniec 1945 roku, przestudiowali i odrzucili jako fałszywki. W 1952 roku z nieba spadły listy i zdjęcia od ich własnych rodzin. To także uznali za podstęp.
Grupa zaczęła się kurczyć. Akatsu odłączył się we wrześniu 1949 roku i w marcu 1950 roku poddał się wojskom filipińskim1, dzięki czemu Japonia dowiedziała się, że pozostali żyją. Shimada został ranny w starciu z miejscowymi rybakami w 1953 roku i zginął 7 maja 1954 roku w strzelaninie1 z oddziałem armii filipińskiej. Kozukę zastrzeliła miejscowa policja 19 października 1972 roku1, gdy razem z Onodą palił zebrany przez wieśniaków ryż, co miało być sygnałem dla japońskich oddziałów, w których istnienie wciąż wierzyli. Od tej chwili Onoda był sam.

Mieszkańcy Lubangu
Dla rolników i rybaków z Lubangu ludzie w górach nie byli legendą, lecz zagrożeniem. Grupa napadała na pola, zabijała bydło, paliła plony i wielokrotnie strzelała się z wieśniakami i policją. Onoda wierzył, że walczy z żołnierzami wroga i ich pomocnikami. Ludzie, których atakował, byli cywilami.
Szacunki liczby ofiar się różnią, ale najczęściej podaje się, że grupa zabiła przez te lata nawet 30 osób4. Onoda nie wspomniał o tych śmierciach w swoich wspomnieniach. Gdy w 1996 roku odwiedził Lubang, rada miasta Looc wezwała go do wypłacenia odszkodowań rodzinom siedmiu osób, które miał zabić, a około pięćdziesięciu krewnych protestowało przeciw jego wizycie. Wielu na wyspie nigdy mu nie wybaczyło.2
Podróżnik, panda i yeti
Koniec przyszedł za sprawą obcego człowieka. Norio Suzuki, młody japoński podróżnik i poszukiwacz przygód, mówił znajomym, że szuka porucznika Onody, pandy i yeti, w tej właśnie kolejności. Odnalazł Onodę na Lubangu 20 lutego 1974 roku1, po czterech dniach poszukiwań.
Rozmawiali i zaprzyjaźnili się, ale Onoda nadal nie chciał wyjść. Złoży broń, powiedział, tylko na rozkaz swojego dowódcy. Suzuki wrócił do domu ze zdjęciami jako dowodem. Japoński rząd odnalazł majora Yoshimiego Taniguchiego, który wydał Onodzie ostatnie instrukcje, a teraz był księgarzem, i przewiózł go na Lubang.
9 marca 1974 roku Taniguchi spotkał Onodę w dżungli3 i odczytał mu rozkazy: 14 Armia Frontowa zaprzestała wszelkich działań bojowych, a jego oddział specjalny został zwolniony z wszelkich obowiązków wojskowych. Następnego dnia Onoda poddał się w stacji radarowej na wyspie. 11 marca w Pałacu Malacañang wręczył miecz prezydentowi Ferdynandowi Marcosowi, a wraz z nim karabin, amunicję, granaty i sztylet, który w 1944 roku dała mu matka. Marcos ułaskawił go za przestępstwa popełnione w latach ukrywania się.
Po dżungli
Onoda wrócił do Japonii w marcu 1974 roku, witany jak bohater, i trudno mu było w niej żyć. W 1974 roku wydał wspomnienia, po angielsku zatytułowane No Surrender: My Thirty-Year War. Ich wiarygodność bywa podważana: książkę napisał ghostwriter, Tsuda Shin, który w 1976 roku wydał własną książkę, twierdząc, że wspomnienia były skonstruowaną opowieścią, a Onoda wiedział, że wojna się skończyła. To twierdzenie jest sporne i nie da się go rozstrzygnąć.
W kwietniu 1975 roku Onoda wyjechał do Brazylii1, gdzie hodował bydło, a w 1976 roku się ożenił. W 1984 roku wrócił do Japonii i założył Onoda Shizen Juku, obóz przyrodniczy uczący młodzież sztuki przetrwania. Zmarł na niewydolność serca w Tokio 16 stycznia 2014 roku, w wieku 91 lat.
Nie ostatni z ukrywających się
Onoda był jednym z kilku japońskich żołnierzy, którzy trwali na posterunku długo po 1945 roku. Shoichi Yokoi został odnaleziony na Guamie w 1972 roku. Onoda nie był nawet ostatni: szeregowy Teruo Nakamura, żołnierz z Tajwanu służący w armii japońskiej, został znaleziony w grudniu 1974 roku na indonezyjskiej wyspie Morotai, gdzie samotnie uprawiał poletko2. Odesłano go na Tajwan, gdzie zmarł w 1979 roku.
Historyczka Beatrice Trefalt pokazała, jak powrót każdego z maruderów w latach 1950 do 19755 stawał się w Japonii wydarzeniem publicznym, które zmuszało kraj chcący zapomnieć do ponownego zmierzenia się z pamięcią o wojnie i o ludziach, których na nią wysłał.

Dlaczego historia Onody wciąż jest ważna
Łatwo podziwiać wytrwałość Onody, trudniej zmierzyć się z jej ceną. Blisko trzydzieści lat posłuszeństwa jednemu rozkazowi kosztowało życie dwóch jego towarzyszy, mieszkańców Lubangu znacznie więcej, a samego Onodę młodość. Historia żołnierza, który nie chciał się poddać, opowiada o lojalności i o tym, co się dzieje, gdy lojalność zostaje odcięta od wiedzy o świecie, któremu miała służyć.
