Wojtek był syryjskim niedźwiedziem brunatnym, którego w kwietniu 1942 roku w Persji przygarnęli jako młode żołnierze armii Andersa. Wpisano go na stan 22. Kompanii Zaopatrywania Artylerii 2 Korpusu Polskiego, żeby mógł popłynąć z nią do Włoch. Według relacji w bitwie o Monte Cassino w 1944 roku nosił skrzynie z amunicją, dosłużył się stopnia kaprala i zmarł w ogrodzie zoologicznym w Edynburgu w 1963 roku.
Wiosną 1942 roku ze Związku Sowieckiego do Persji wyszły dziesiątki tysięcy polskich żołnierzy i cywilów. Wielu z nich miało za sobą dwa lata więzień, łagrów i zesłania. Byli wychudzeni, chorzy i daleko od kraju, którego nie było już na mapie. Na perskiej drodze część z nich spotkała chłopca z małym niedźwiadkiem i od tego spotkania zaczęła się jedna z najbardziej lubianych opowieści II wojny światowej.
Niedźwiadek, nazwany Wojtkiem, dorastał wśród żołnierzy, przeszedł z nimi Irak, Syrię, Palestynę i Egipt, trafił na listę stanu kompanii i zakończył wojnę w Szkocji. Jego historię opowiada się wszędzie, często z ozdobnikami. Ten tekst trzyma się tego, co udokumentowane, i mówi wprost, gdzie zaczyna się legenda.
Niedźwiadek na drodze z Sowietów
Wojtka przygarnęło wojsko tworzone w ZSRS w latach 1941 i 1942 przez generała Władysława Andersa z Polaków zwolnionych z sowieckiej niewoli. Podczas ewakuacji do Persji szły z nim tysiące deportowanych polskich cywilów, w dużej części kobiety i dzieci.
8 kwietnia 1942 roku, w drodze z Pahlavi do Teheranu1, polscy żołnierze spotkali irańskiego chłopca z niedźwiadkiem, którego matkę zastrzelili myśliwi. Zwierzę urzekło osiemnastoletnią uchodźczynię Irenę (Inkę) Bokiewicz i to za jej namową porucznik Anatol Tarnowiecki odkupił malca1. Relacje o zapłacie się różnią; w różnych wersjach pojawia się jedzenie, trochę pieniędzy i scyzoryk.
Przez trzy miesiące niedźwiadek mieszkał w polskim obozie dla uchodźców pod Teheranem, głównie pod opieką Ireny. W sierpniu 1942 roku przekazano go 2. Kompanii Transportowej, przemianowanej później na 22. Kompanię Zaopatrywania Artylerii, a żołnierze nazwali go Wojtkiem. Jego opiekunem został kapral Piotr Prendysz2.
Dorastanie w 22. Kompanii
Z początku malec nie umiał przełykać i żołnierze karmili go mlekiem skondensowanym z butelki po wódce. Później jadał owoce, marmoladę i miód, a z czasem nabrał nawyków, które przyniosły mu sławę: pił piwo i zjadał papierosy3, czasem udając, że je pali. Mocował się z żołnierzami, nauczył się salutować, a w zimne noce spał przy nich.
Zdjęcia z Bliskiego Wschodu, przechowywane dziś w Imperial War Museum, pokazują podrośniętego niedźwiedzia mocującego się z żołnierzami w krótkich spodenkach. Dla ludzi, którzy na wschodzie stracili domy i rodziny, ufne, figlarne zwierzę znaczyło więcej niż wszelkie regulaminy. Kompania zabrała go przez Irak, Syrię, Palestynę i Egipt.

Jak niedźwiedź został szeregowym
Na początku 1944 roku 2 Korpus Polski przerzucono z Egiptu do Włoch, do walki u boku brytyjskiej 8 Armii. Brytyjskie statki transportowe nie przyjmowały maskotek ani zwierząt, więc kompania znalazła proste wyjście: Wojtka oficjalnie wcielono jako szeregowego4 i wpisano na listę żołnierzy.
Odtąd miał książeczkę wojskową, stopień i numer, pobierał też przydział żywności jak wszyscy. Mieszkał z żołnierzami w namiotach albo w drewnianej skrzyni wożonej ciężarówką. Żart miał poważną stronę: wcielenie było jedynym sposobem, by kompania mogła go zatrzymać.
Monte Cassino: co udokumentowane, a co legendą
W maju 1944 roku 2 Korpus Polski uderzył na niemieckie pozycje wokół opactwa Monte Cassino, a 18 maja polscy żołnierze zatknęli flagę na ruinach. Zadaniem 22. Kompanii było zaopatrywanie artylerii, czyli dowożenie pocisków ciężarówkami drogami pod ostrzałem.
Słynna opowieść mówi, że Wojtek, patrząc na rozładunek, zaczął naśladować żołnierzy i nosił skrzynie z pociskami 25-funtowymi, ważące około 45 kg1 każda, nie upuszczając żadnej. Opowiadali to jego weterani, a co najmniej jeden brytyjski żołnierz wspominał później, że widział niedźwiedzia noszącego skrzynie z amunicją. Mimo to wiarygodność tej historii bywa kwestionowana1, a z dokumentów nie da się ustalić, jak często pomagał i jak blisko frontu.
Pewne jest to, co stało się potem. Rysunek niedźwiedzia niosącego pocisk artyleryjski przyjęto jako oficjalną odznakę 22. Kompanii2, a Wojtek awansował na kaprala. Pojedynczy pocisk w jego łapach na odznakach i pomnikach to symbol, a nie zapis zdarzenia. Według żołnierzy pracował przy skrzyniach.

Szkocja, zoo i ostatnie lata
Po wojnie kompanię przewieziono z resztą korpusu do Wielkiej Brytanii i włączono do Polskiego Korpusu Przysposobienia i Rozmieszczenia. Wojtek mieszkał z towarzyszami w obozie na lotnisku Winfield, na farmie Sunwick koło Hutton w hrabstwie Berwickshire, gdzie pokochali go miejscowi i prasa. Jak większość żołnierzy 2 Korpusu, nie miał do czego wracać: wolnej Polski nie było.
Gdy kompanię zdemobilizowano, nie mógł zostać z żołnierzami i 15 listopada 1947 roku trafił do zoo w Edynburgu3. Przez lata odwiedzali go dawni polscy żołnierze, wołali do niego po polsku i rzucali mu papierosy. Odwiedzający twierdzili, że wciąż reagował na mowę swojej dawnej jednostki.
Wojtek zmarł 2 grudnia 1963 roku, w wieku 21 lat4, śmiercią naturalną. Ważył wtedy blisko 500 kg i mierzył ponad 1,8 m.

Pomniki Wojtka: Edynburg, Kraków i dalej
W Krakowie 18 maja 2014 roku, w 70. rocznicę zdobycia Monte Cassino, w Parku Jordana odsłonięto mierzący 2,3 m brązowy pomnik Wojtka dłuta Wojciecha Batki5.
Edynburg, miasto partnerskie Krakowa, dołączył 7 listopada 2015 roku, po wieloletnich staraniach6 Wojtek Memorial Trust. Brąz Alana Beattiego Herriota w Princes Street Gardens przedstawia polskiego żołnierza idącego obok niedźwiedzia, z długą płaskorzeźbą opowiadającą wędrówkę Wojtka.
Jest ich znacznie więcej. Duns w szkockim Borders, w pobliżu dawnego obozu Winfield, otrzymało w 2016 roku pomnik w darze od polskiego Żagania1. Instytut Polski i Muzeum im. gen. Sikorskiego w Londynie ma rzeźbę Davida Hardinga, Imperial War Museum przechowuje pamiątkową tablicę, a od 2019 roku pomniki stoją także w Cassino, Szczecinie i Sopocie.
Dlaczego Wojtek wciąż jest ważny
Wojtka łatwo zamienić w kreskówkę: niedźwiedź z piwem i pociskiem. Prawdziwa historia jest cichsza i piękniejsza. Młoda uchodźczyni i grupa wyczerpanych żołnierzy przygarnęła osierocone zwierzę, przeprowadziła je przez pustynie i morze, wcielając do wojska, i nie zostawiła go, gdy rozwiązano armię, która dawała schronienie im wszystkim.
Jego pomniki stoją w obu krajach, które stały się domem dla żołnierzy Andersa: w Polsce, o którą walczyli, i w Szkocji, która ich przyjęła. Dlatego wciąż opowiada się tę historię i dlatego warto opowiadać ją rzetelnie.
