Łucznicy konni to jeźdźcy strzelający z łuku refleksyjnego w pełnym biegu konia, najważniejsza formacja ludów stepowych: Scytów, Partów, Hunów, Turków i Mongołów. Zwyciężali szybkością, nieustannym ostrzałem, pozorowaną ucieczką i okrążeniem. Pokonywano ich, odbierając im swobodę manewru: trudnym terenem, twierdzami, zdyscyplinowanym współdziałaniem broni, własnymi łucznikami konnymi, a w końcu bronią palną.
Przez mniej więcej dwa tysiąclecia najgroźniejszą armią świata bywała ta, która nie pozwalała się do siebie zbliżyć. Jeźdźcy celnie strzelający w galopie, kilka razy dziennie zmieniający konie i znikający za horyzontem upokorzyli Rzym, złamali Bizancjum i rozciągnęli imperium mongolskie od Korei po granice Niemiec.
Ten przewodnik wyjaśnia, kim byli łucznicy konni, jak naprawdę walczyli, które bitwy zbudowały ich sławę i jak armie ludów osiadłych w końcu nauczyły się ich pokonywać.
Kim byli łucznicy konni?
Łucznictwo konne zrodziło się na stepie euroazjatyckim, w pasie traw ciągnącym się od Węgier po Mandżurię, gdzie całe ludy żyły w siodle, a każdy chłopiec uczył się jeździć i strzelać. Grecki historyk Herodot opisywał tak walczących Scytów już w V wieku p.n.e., a step wydawał łuczników konnych jeszcze przez około dwa tysiące lat1: Partów i Sarmatów, Hunów i Awarów, Madziarów, Turków seldżuckich i osmańskich, Mongołów, wreszcie Tatarów krymskich.
Ich bronią był łuk refleksyjny, sklejany z rogu, drewna i ścięgien, dość krótki, by władać nim w siodle, a zarazem dość silny, by z bliska przebić kolczugę. Równie ważne było stado. Wojownik stepowy prowadził kilka koni zapasowych, dzięki czemu armia pokonywała ogromne odległości i miała w bitwie wypoczęte wierzchowce.
Jak walczyli łucznicy konni
Łucznik konny nie wpadał w szyk wroga, by w nim ugrzęznąć. Podjeżdżał, strzelał, zawracał i wracał znowu, wyczerpując przeciwnika ostrzałem i nie dając mu celu do uderzenia. Najsłynniejszym chwytem był strzał partyjski: jeździec uciekający w pełnym pędzie obracał się w siodle i strzelał do tyłu, ponad zadem konia2.
Najgroźniejszym manewrem była pozorowana ucieczka. Zasłona jeźdźców ustępowała, jakby była pobita, wyciągając zapalczywy pościg z szyku wprost w zasadzkę, gdzie na skrzydłach czekały świeże oddziały i ciężkozbrojni z kopiami. Mongołowie uczynili z tego system: dzielili armię na oddziały po dziesięciu, stu, tysiącu i dziesięciu tysiącach ludzi3, co pozwalało dowódcom takim jak Subutaj koordynować kolumny oddalone o setki kilometrów.

Karrhy, 53 p.n.e.: Rzym poznaje strzał partyjski
Marek Licyniusz Krassus, najbogatszy człowiek Rzymu, najechał Partię z mniej więcej siedmioma legionami. Na równinie pod Karrhami w górnej Mezopotamii spotkał partyjskiego wodza Surenasa, którego armia składała się wyłącznie z jazdy: około 1000 opancerzonych katafraktów i około 10 000 konnych łuczników2.
Rzymianie sformowali czworobok i czekali, aż łucznikom skończą się strzały. Nie skończyły się, bo za partyjskimi liniami stały wielbłądy objuczone zapasem strzał4. Gdy Krassus wysłał syna Publiusza, by przerwał pierścień, Partowie cofnęli się, pociągnęli go za sobą i zniszczyli jego oddział. Starożytni autorzy podają straty rzymskie na 20 000 zabitych i 10 000 jeńców4, a sam Krassus zginął wkrótce potem podczas rokowań. Rzymskie orły pozostały w rękach Partów przez ponad trzydzieści lat.
Manzikert, 1071: złamanie Bizancjum
26 sierpnia 1071 roku cesarz bizantyjski Roman IV Diogenes stanął przeciw sułtanowi seldżuckiemu Alp Arslanowi w bitwie pod Manzikertem we wschodniej Anatolii. Szybcy łucznicy seldżuccy przez cały dzień nękali szyk bizantyjski5, unikając walnego starcia i rozciągając ciężką armię.
Kiedy o zmierzchu Roman nakazał odwrót, manewr zamienił się w chaos, część wojska opuściła pole, a cesarz dostał się do niewoli. Klęska otworzyła Anatolię dla osadnictwa tureckiego. Manzikert pokazuje prawdziwą siłę łuczników konnych: nie jedna rozstrzygająca salwa, lecz wielogodzinny nacisk, który wyczerpywał wroga i obnażał każdy jego błąd.

Legnica i Mohi, 1241: Mongołowie w Europie
Wiosną 1241 roku dwie armie mongolskie uderzyły na Europę Środkową w odstępie kilku dni. Na Śląsku, w bitwie pod Legnicą, rycerstwo księcia Henryka Pobożnego starło się z północną kolumną mongolską. Mongołowie zasypali je gradem strzał i pozorowanymi ucieczkami wyciągnęli rycerzy z szyku6, po czym ich okrążyli; Henryk poległ.
Dwa dni później, 11 kwietnia 1241 roku, główna armia7 pod wodzą Batu-chana i Subutaja rozbiła wojsko króla Węgier Beli IV pod Mohi nad Sajó. Mongołowie sforsowali most przy wsparciu machin miotających i otoczyli węgierski obóz, zostawiając pozorną lukę, przez którą uciekający wpadali pod szable pościgu. Resztę Europy Środkowej ocalił dopiero odwrót Mongołów w 1242 roku. Oba sposoby prowadzenia wojny porównujemy w tekście Mongoł kontra rycerz.
Ajn Dżalut, 1260: łucznicy konni pokonani przez łuczników konnych
Najsłynniejszą klęskę w otwartym polu, pierwszą, która na dobre zatrzymała ich marsz na zachód, zadali Mongołom żołnierze walczący dokładnie tak jak oni. Po śmierci wielkiego chana Mongkego8 Hulagu wycofał większość wojsk z Syrii, zostawiając tam słabsze siły pod wodzą Kitbugi. Egipscy mamelucy, niewolni żołnierze w dużej mierze kipczackiego, stepowego pochodzenia, sami byli znakomitymi łucznikami konnymi.
3 września 1260 roku, w bitwie pod Ajn Dżalut w Galilei, Bajbars poprowadził pozorowaną ucieczkę8, która wciągnęła jazdę Kitbugi między wzgórza, gdzie czekała ukryta główna armia sułtana Kutuza. Mongołowie zostali otoczeni, a Kitbuga zginął. Ulubiony fortel Mongołów obrócił się przeciw nim samym.

Jak pokonywano łuczników konnych?
Łucznicy konni nigdy nie byli niezwyciężeni. Potrzebowali otwartej przestrzeni, trawy dla stad i przeciwnika, którego dało się sprowokować do pościgu. Każda skuteczna odpowiedź odbierała im któryś z tych atutów.
Pierwszym sprzymierzeńcem był teren i zaopatrzenie. Lasy, bagna, góry i suche krainy bez pastwisk tępiły impet stepu; Syria nie mogła długo wyżywić wielkich mongolskich stad, co po części tłumaczy, dlaczego pod Ajn Dżalut walczył tylko oddział. Drugim były fortyfikacje. Po 1241 roku królowie węgierscy popierali budowę kamiennych zamków, a kraju pełnego murów nie da się zdobyć samym przejazdem.
Trzecim była dyscyplina i współdziałanie broni. Armia, która nie dawała się wyciągnąć z szyku, osłaniała jazdę własnymi kusznikami lub łucznikami i szarżowała tylko na rozkaz, potrafiła przetrwać deszcz strzał, jak krzyżowcy Ryszarda Lwie Serce w marszu ku Arsufowi w 1191 roku. Czwartym było odpowiadanie tą samą bronią: Bizancjum, mamelucy, Ruś i Chiny werbowały lub wystawiały własnych łuczników konnych.
Na koniec przyszedł proch. Pod Czałdyranem w 1514 roku osmańskie działa i muszkiety ustawione za taborem rozbiły jazdę Safawidów, a przez kolejne dwa stulecia działa polowe, salwy muszkietów i linie umocnionych miast na dobre zepchnęły ludy stepu do defensywy.
