Bitwa pod Mokrą rozegrała się 1 września 1939 roku3, pierwszego dnia niemieckiej napaści na Polskę. Wołyńska Brygada Kawalerii pułkownika Juliana Filipowicza, walcząc głównie pieszo, z bronią przeciwpancerną i przy wsparciu pociągu pancernego, przez cały dzień powstrzymywała znacznie silniejszą niemiecką 4 Dywizję Pancerną3, niszcząc część jej pojazdów, po czym nocą się wycofała. Był to jeden z pierwszych polskich sukcesów tej wojny.
Pierwszego ranka drugiej wojny światowej niemiecka dywizja pancerna uderzyła na polską brygadę kawalerii pod wsią Mokra. Kawalerzyści nie szarżowali na czołgi. Okopali się, walczyli pieszo, używając dział przeciwpancernych, i na cały dzień zatrzymali Niemców.
Kawaleria na granicy
Wołyńska Brygada Kawalerii pułkownika Juliana Filipowicza wchodziła w skład Armii „Łódź”3 i osłaniała przedpole w rejonie Kłobucka, blisko granicy z Niemcami. Jak inne polskie jednostki kawalerii w 1939 roku, była szkolona do przemieszczania się konno i walki pieszo, a dysponowała nowoczesnymi działami i karabinami przeciwpancernymi.

Pierwsze natarcie
Rankiem 1 września 1939 roku niemiecka 4 Dywizja Pancerna, licząca ponad dwieście czołgów4, ruszyła na pozycje brygady wokół Mokrej. Polacy dopuścili czołgi blisko i otworzyli ogień z dział i karabinów przeciwpancernych.

Działa, karabiny i pociąg pancerny
Artyleria brygady, armaty przeciwpancerne kalibru 37 mm i karabiny przeciwpancerne Ur zadały Niemcom ciężkie straty, a polski pociąg pancerny nr 531 „Śmiały” ostrzeliwał skrzydła Niemców wzdłuż linii kolejowej. Kolejne natarcia załamywały się na polach i we wsiach wokół Mokrej.

Utrzymana linia
Przez cały dzień Niemcy ponawiali ataki czołgów, piechoty i lotnictwa, ale polska linia wytrzymała. Po zmroku, gdy sąsiednie oddziały się cofały, brygada wycofała się w porządku1. Za cenę kilkuset zabitych i rannych na cały dzień zatrzymała dywizję pancerną.
Mit i rzeczywistość
Niemiecka propaganda rozpowszechniła później mit o polskich ułanach4 szarżujących z lancami na czołgi. Opowieść wyrosła najpewniej z innej walki stoczonej tego samego dnia, pod Krojantami na Pomorzu. Pod koniec dnia 1 września 1939 roku 18 Pułk Ułanów Pomorskich płk. Kazimierza Mastalerza5 dostał rozkaz wykonania kontruderzenia, a potem wycofania się za Brdę. Po drodze natknął się na niemiecki batalion piechoty nieprzygotowany do walki5 i zaszarżował na niego konno. Niemcy rzucili się do ucieczki, ale wtedy ukryte z boku niemieckie samochody pancerne5 otworzyły ogień z ciężkich karabinów maszynowych. W szarży zginął płk Mastalerz5. Czołgów na polu walki nie było6. Mimo to pułk wykonał zadanie: wstrzymał niemieckie natarcie i wywołał zamieszanie, które niemiecki dowódca Heinz Guderian przyznał później we wspomnieniach, a 2 września został odznaczony Srebrnym Krzyżem Orderu Virtuti Militari5.
Mit powstał później. Zanim na pobojowisko dotarli niemieccy i włoscy korespondenci wojenni7, na miejscu były już niemieckie czołgi, a leżące obok nich ciała ułanów i koni posklejano w opowieść o szarży z lancami na pancerze. Niemiecka propaganda zrobiła z tego dowód polskiego zacofania, a Guderian powtórzył tę historię we wspomnieniach8, pisząc, że Pomorska Brygada Kawalerii zaatakowała niemieckie czołgi szablami i lancami.
Pod Mokrą rzeczywistość była inna: zdyscyplinowani kawalerzyści, walcząc jak piechota z nowoczesną bronią przeciwpancerną, pokazali, że niemieckie czołgi można zatrzymać. Bitwa jest w Polsce wspominana jako jedna z najchlubniejszych chwil kampanii wrześniowej.

