Anglia pod wodzą Henryka V wygrała bitwę pod Azincourt 25 października 1415 roku1, gdy głodna i znacznie słabsza liczebnie armia angielska rozbiła francuskie rycerstwo na błotnistym polu w północnej Francji. Bitwa zasłynęła jako dzień, w którym masy łuczników upokorzyły opancerzonego rycerza, i jako jeden z najbardziej jednostronnych rozstrzygnięć wojny stuletniej.
Na błotnistym polu w północnej Francji głodna armia angielska w mniejszości starła się z kwiatem francuskiego rycerstwa i zniszczyła go. Azincourt zapamiętano jako dzień, w którym długi łuk upokorzył opancerzonego rycerza, i jako jedno z najbardziej jednostronnych zwycięstw słabszego w dziejach wojen.
Bitwa z obu stron
Dwie perspektywyMała, chora i głodna armia Henryka V próbowała dotrzeć do Calais, gdy Francuzi zablokowali jej drogę pod Azincourt. Henryk wybrał wąskie pole między dwoma lasami, które ścieśniało wroga, i ustawił rycerzy ze zwartymi łucznikami na skrzydłach za zaostrzonymi palami. Deszcz zamienił zaorany grunt w głębokie błoto. Gdy francuscy rycerze ruszyli pieszo i konno, grad strzał i bagno załamały ich szarżę, a stłoczonych, grzęznących napastników wybito lub wzięto do niewoli w ogromnej liczbie. Zdumiewające zwycięstwo odmieniło losy Anglii w wojnie i stało się trwałym symbolem angielskiego oporu wbrew przewadze.

Francuzi przybyli pod Azincourt pewni, że zmiażdżą wyczerpaną, małą armię Henryka znacznie większą liczbą i kwiatem francuskiego rycerstwa. Ale wąskie, błotniste pole między lasami nie pozwoliło im wykorzystać przewagi liczebnej, a własnych kuszników i działa odsunięto na bok. Nacierając pieszo w ciężkiej zbroi przez błoto, pod gradem angielskich strzał, rycerze docierali wyczerpani i stłoczeni, niezdolni walczyć ani uciekać. Zginęły tysiące, a wielu wielkich panów poległo lub dostało się do niewoli, katastrofa dla francuskiej szlachty. Klęska pogłębiła podziały Francji i pozwoliła Anglii zdominować kolejny etap wojny stuletniej.
Marsz ku katastrofie
Król Anglii Henryk V wylądował we Francji i zdobył port Harfleur, ale wysoką ceną: długim oblężeniem i wybuchem2 czerwonki, która wyniszczyła jego armię. Zamiast wracać za morze, ruszył ku trzymanemu przez Anglików Calais3. Znacznie większa armia francuska ruszyła, by odciąć mu drogę, i pod wsią Azincourt, 25 października, w końcu to zrobiła.
Pole między lasami
Teren sprzyjał zdesperowanym. Henryk ustawił ludzi na wąskim, świeżo zaoranym polu, ściśniętym gęstymi lasami z obu stron1. Ten lejek sprawił, że Francuzi nie mogli wykorzystać przewagi liczebnej do oskrzydlenia. Nocny deszcz zamienił świeżo przewróconą ziemię w głębokie, lepkie2 błoto.
Burza strzał
Sercem armii Henryka były tysiące łuczników, którzy wbili zaostrzone pale, by złamać każdą szarżę2, a potem słali salwę za salwą w zbite szeregi francuskie. Pod tym żelaznym deszczem francuscy zbrojni szli pieszo, z pochylonymi głowami, w zwężające się pole.

Błoto
Reszty dokonało błoto. Obciążeni ciężką zbroją płytową, ściskani coraz ciaśniej, pierwsi Francuzi dotarli wyczerpani i zostali wybici tam, gdzie się potykali. Świeże szeregi napierające z tyłu tylko dokładały się do ścisku. Lekko opancerzeni angielscy łucznicy rzucili łuki, chwycili młoty i noże i weszli między uwięzionych rycerzy4.
Rozrachunek
Straty francuskie były katastrofalne, tysiące zabitych, w tym znaczna część możnowładztwa5, podczas gdy angielskich poległych liczono w setkach. W pewnej napiętej chwili, w obawie przed nowym atakiem na tyły, Henryk kazał zabić francuskich jeńców, decyzja dyskutowana do dziś2. Pod wieczór pole należało do Anglii.
Legenda
Azincourt ugruntowało reputację Henryka i, na pewien czas, wzmocniło jego roszczenie do tronu Francji, przypieczętowane traktatem w Troyes. Trwalszy okazał się mit: garstka braci w mniejszości, prosty łucznik powalający dumnego rycerza, opowieść, którą Szekspir niemal dwa wieki później wyrył w angielskiej pamięci2.

